Gomene Minna że tak późno, ale oby dwie autorki są ciut zajęte więc, jeszcze raz gome.
Kire-Kun.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- ANDREW! - warknął Simon wyciągając miecz. W sekundę znalazł się przy nich i przystawiał ostrze do szyi rywala.
- Leo! Co tu się wyprawia?! Dlaczego on cię całuję! - jego oczy przybrały niebezpiecznie karmazynową barwę.
-
Trzymaj się od niego z daleka śmiertelniku! Nie jesteś go wart! - Simon
cieszył się, że idzie na patrol z Leo, od lat o niego zabiegał, a teraz
widząc ich razem, całujących się, szczęśliwych- zazdrość. Zazdrościł im
tego. Wiedział, że Leo kocha Andrew, jednak zawsze miał nadzieję, że
mężczyzna zobaczy jego uczucie i będą razem.
Ale teraz? To już koniec! To dla niego zmienił strony, to dla niego opuścił podziemie.
Teraz jest tutaj, na ziemi, sam, nie mając nikogo.
Miał ochotę się roześmiać ze swojej głupoty.
- Nienawidzę cię... Nienawidzę! - krzyknął patrząc na Leo i wypadł z pokoju znikajać nagle w kłębie dymu.
- Simon! - Leo krzyknął za nim ale za późno.
***
Czując ostrze Simona już
chciał złapać swój miecz.- A ty jesteś go wart?! Leo to tylko mój
przyjaciel! - Zamachnął się i jeszcze zdążył zadać Simonowi cios prosto w
szczęke. Jednak gdy Simon wybiegł westchnął głośno patrząc na Leo.
Wstał z łóżka i wziął do ręki swój kinżdżał. - A tylko spróbujesz mnie
powstrzymać.. - Wybegł zaraz za Simonem idąc po jego śladach.
***
-
tylko przyjaciel... - Leo był w stanie tylko tyle zrobić. Szeptać do
siebie jak w amoku. Andrew ma go tylko za przyjaciela ?! Czuł jak coś w
nim pęka.Czy Andrew sie nim bawi?
Co tu jest grane?
Lecz nie pora teraz było aby się nad sobą użalać, musiał złapać tę dwójkę. Nie wiadomo co z tego wyniknie.
Pobiegł ich tropem . Musiał ich powstrzymać.
***
Od
razu gdy natrafił na Simona zaatakował go mieczem. - Nigdy nie pozwolę
ci zbliżyć się do Leo! - Anrew powiedział że Leo jest dla niego
przyjacielem bo nie potrzebował jeszcze tego by Simon był zły, lub
raczej wściekły na Leo. Zrobił to dla niego.. i tylko dla niego.
***
Simon ze łzami w oczach, nie zamierzał być gorszy. Również zaatakował .
Walczyli
zawzięcie, w złości, co było najgorsze. W gniewie robi się mnóstwo
błędów. Uderzania może i są silne, jednak niedokładne. Gdy adrenalina
opadnie, obaj będą wykończeni, i mogą też zrobić krzywdę sobie nawzajem.
Simon
był wściekły, to dzięki Leo otrząsnął się po zdradzie swojego byłego
ukochanego, to było ponad 100 lat temu, ale to on był dla niego
promykiem nadziei, a teraz i jego stracił. Nie było na świecie nikogo,
kto by go pokochał. To właśnie najbardziej go bolało. Zawsze będzie sam.
- STAĆ! - Leo wpadł pomiędzy nich bez problemu magią zabierając im miecze.
-
Co wy do diaska wyprawiacie. - oho niedobrze. Leo jest zły. Demon
rzadko kiedy się złościł, lecz gdy już tak było, stawał się
przerażający.
***
Andrew
stał oddychając już wolniej, był zmęczony całą walką. Nienawidził
Simona całym sercem, całym sobą! A Leo? Zawsze opiekował się nim jeszcze
gdy był mniejszy. A potem gdy dorusł wszystko się zmieniło, Leo patrzył
na niego jak na kogoś ważnego. Zacisnął dłonie w pięści patrząc na
czarnoksiężnika. Nie odpowiedział..
***
-
Chłopcy proszę. Nie pora na bójki. Musicie być gotowi, by stanąć ramie w
ramię do walki z demonami - powiedział patrząc na nich. Simon był dla
niego jak młodszy brat, kochał go, ale nie w ten sposób jak on jego.
-
Wybacz mi Simon. Nie mogę odwzajemnić twoich uczuć. Kocham cię, ale jak
brata, wiesz to - podszedł do niego, lecz chłopak jedynie pokręcił
głową robiąc krok do tyłu.
Leo westchnął smutno.
- Andrew, wróć do domu i powiadom innych, że wszystko już w porządku. - spojrzał na niego prosząco.
- ja porozmawiam z Simon'em. - podszedł ponownie do "braciszka".
- Simon proszę, porozmawiaj ze mną - zaczął łagodnie.
***
Jak chcesz. Widzę cię w
pokoju o 2, jak nie to zamykam drzwi na pieczęć.. - Odwrócił się ze
spuszczoną głową biorąc swój miecz z rąk czarodzieja, lecz ani na chwilę
nie spojrzał się na niego. Nie mógł.. Ruszył szybkim krokiem do domu
zagryzając dolną wargę. - Ej, ludzie. Wszystko jest dobrze, sytuacja
opanowana. - Mruknął tylko idąc już do pokoju w którym zamknął się, lecz
nie na klucz. A to że zamknął by drzwi na pieczęć nie mówił poważnie..
nie zrobił by mu tego.. nie Leo.
***
( Rozmowa Leo i Simona.)
- Simon, prosze..
***
- NIE! Odejdz, nie chce, z tobą rozmawiać. - powiedział cicho drżącym głosem.
- wracaj do swojego chłopaka. On jest w końcu dla ciebie ważny - powiedział z wyrzutem.
***
-
Simon prosze. DObrze wiesz, że ty także jesteś dla mnie ważny. Wiem, że
nie mogę ci dać tego co chcesz. Jesteś dla mnie jak brat. Kocham cię -
powiedział spokojnie robiąc krok w jego stronę.
***
- Kochasz mnie? Kochasz?
Gdybyś mnie kochał byłbyś ze mną a nie z nim! On niedługo zginie, jest
śmiertelny, a ja.. a my.. nadal będziemy żyć. - Szepnął cicho czując jak
jego głos łamie się z każdą kolejną chwilą.
***
-
Dobrze wiesz,że to można zmienić. Jeśli ,, jeśli mi na to pozwoli,
zmienię go, będzie taki jak my, nieśmiertlny. - powiedział spokojnie.
- Simon, chodź do mnie, wróćmy razem do domu, dobrze? - zrobił kolejny krok w jego stronę.
- ja wiem, że znajdziesz kogoś, kto cię pokocha - szepnął.
- niestety to nie będę ja, wybacz Simon. -powiedział patrząc na niego uważnie.
***
Nie chce żeby był
nieśmiertelny! On nie może! - Nie mógł dłużej słuchać jego słów. - Nikt
mnie nie pokocha.. Nikt.. - Zakrył dłonią usta całkowicie się
rozpłakując, jednak zaraz przytulił się do niego mocno.- Leo! Nie
odchodź! Kocham Cie, dam ci wszystko! Bądź ze mną!
***
- przykro mi Simon. Nie mogę - objął go mocno i ucałował w czoło pozwalajac mu się wypłakać.
Będzie
musiał poprosić Andrew by zachowywał się stosownie. Tylko oni dwaj
wiedzieli ile Simon przeszedł po zdradzie ukochanego. To było tak dawno a
jednak jakby wczoraj.
- wracajmy do domu dobrze? - ponowił prośbę.
***
Dotyk Leo zawsze go
uspokajał, lecz to było nie fair! Przecież Simon znał go dłużej, ale
wiedział że nic tu nie zdziała. Przed narodzinami Andrewa, Leo był
zawsze jakby.. nieobecny i nie żywy, jednak gdy zauważył małego
chłopaczka który biegał po ogrodzie z kijem w dłoni, ożył i stał się
szczęśliwszy.. Zdecydowanie Andrew dawał mu szczęście..h
***
- wracajmy dobrze? - uśmiechnął się do niego ciepło.
- zostaniesz dzisiaj w domu, nie możesz iść w takim stanie na patrol- potargał mu włoski.
- wszystko się ułoży, zobaczysz - dalej go obejmując przeniósł ich do domu, do pokoju chłopaka.
- połóż się o odpocznij - pogłaskał go po głowie.
***
No dobrze.. zostane. -
Westchnął głośno kładąc się na łóżku. Cieszył się że go ma, i to nawet
bardzo. - Andrew kłamał, wcale nie uważa cię za przyjaciela, ma cie za
kogoś więcej. Czuję to. Ciesze się że daje ci szczęście, o to mi tylko..
chodziło.. - po ostatnim słowie zasnął wręcz od razu.
***
-
Simon - Leo okrył go kołdrą i na paluszkach wyszedł z pokoju. CHciał
porozmawiać z Andrew, ale jak na złość musiał iść na patrol.
Warknął cicho pod nosem i wyszedł z domu patrolować okolicę.
***
Andrew czekał na niego do
drugiej w jego łóżku, chodź można już powiedzieć że to było ich wspólne
łóżko. Jutro mieli wolne, w końcu! Gdy tylko pomyśli o Leo.. o jego
ustach.. zagryzł wargę czując że musi sobie ulżyć bo nie wytrzyma.
Powoli rozchylił bokserki zaczynając delikatnie masować swoją męskość. jednak zmęczenie wzięło nad nim górę, Leo będzie miał rano problemy z nie wyżytym uke..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto nasz wpisik, podoba się? Mam nadzieję że tak. To do następnego.
Kire-Kun.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz